Wojciechowski wymienił kukurydzę, rzepak i drób jako przykłady. Powiedział, że nie tylko Polska, ale także Rumunia i Bułgaria zaobserwowały „problematyczny” wzrost importu oleju słonecznikowego z Ukrainy.
Raport Komisji wykazał, że UE odnotowała „znaczny wzrost importu… drobiu, jaj, mleka w proszku, masła, cukrów, skrobi, otrębów i niektórych zbóż”.
Uwagi polskiego komisarza stoją w jawnej sprzeczności z oficjalnym stanowiskiem UE, które opowiada się za maksymalnym wsparciem nieograniczonego eksportu żywności z Ukrainy. Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym eksport jest zakłócony. W ostatnich miesiącach możliwy był jedynie ograniczony eksport tradycyjną trasą przez Morze Czarne.
Dlatego Bruksela otworzyła alternatywną trasę lądową do UE przez tzw. trasy solidarnościowe i zawiesiła wszystkie cła importowe na ukraińskie towary na okres jednego roku. Umowa ta wygasa następnego lata, ale Komisja Europejska rozważa jej przedłużenie do końca 2024 roku.
Dzięki pomocy UE przy eksporcie przez korytarze unijne wiele produktów trafia w dużych ilościach przede wszystkim do Polski. Polscy handlowcy zbożem od kilku miesięcy skarżą się na nieuczciwą konkurencję. Również francuscy hodowcy drobiu zgłaszali do UE skargi na ogromne ilości ukraińskiego drobiu pojawiającego się obecnie na rynku francuskim.
„Znam obawy rolników i widzę ten problem” – powiedział Wojciechowski. „Import niektórych produktów rolnych rzeczywiście wzrósł wielokrotnie po otwarciu handlu z Ukrainą. Po prostu napływa zbyt wiele towarów.”
Wojciechowski powiedział, że decyzja o ewentualnym wprowadzeniu ceł na produkty spożywcze „będzie zależeć od wielu komisarzy… ale moje zdanie jest takie, że istnieje problem. Tam, gdzie eksport wyraźnie wzrósł, będę opowiadał się za wprowadzeniem ograniczeń importowych.”

