Parlament Czech postanowił, że wszystkie duże supermarkety muszą eksponować na swoich półkach więcej krajowych produktów spożywczych. Za dwa lata ponad połowa asortymentu ma pochodzić z Czech, a za sześć lat trzy czwarte.
Nowe przepisy dotyczą wszystkich produktów spożywczych, które są również produkowane w Czechach; odnosi się to do około 120 z obecnych ponad 15 000 oferowanych produktów. Czeskie minister rolnictwa Miroslav Toman stwierdził, że obywatele mogą być „trochę nacjonalistyczni” podczas zakupów i powinni przede wszystkim spożywać produkty regionalne. Skrytykował fakt, że wielu Czechów wkłada niemieckie mleko do kawy zamiast czeskiego.
Opinia opozycji czeskiej określa ten środek jako całkowicie absurdalny, ponieważ w praktyce oznacza ograniczenie importu i droższe produkty spożywcze. Tym samym rząd w Pradze niemal z pewnością wejdzie w konflikt z Unią Europejską, która zakazuje zakłócania konkurencji.Niemcy, Francja, Włochy i Polska podobno już w piśmie poinformowały, że uważają planowane prawo za dyskryminujące zagranicznych producentów.
Rzeczniczka Komisji Europejskiej przyznała, że wspieranie regionalnej produkcji żywności jest zazwyczaj dozwolone. Jednak nie może to odbywać się kosztem innych krajów UE. Należy unikać środków protekcjonistycznych i dyskryminacji produktów pochodzących z krajów partnerskich UE.
Jednym z największych producentów żywności w Czechach jest Agrofert, konglomerat obejmujący m.in. rolnictwo, chemię, przetwórstwo spożywcze oraz media, który należał do premiera Andreja Babiša, aż do momentu, gdy trzy lata temu przekazał firmę do funduszy powierniczych.
UE ustaliła, że premier mimo to zachowuje pośrednią kontrolę nad koncernem. Premier Babiš nie był obecny podczas głosowania 20 stycznia i powiedział agencji Reuters, że jest przeciwny temu prawu.
Projekt ustawy czeskiej odpowiada próbom niektórych innych krajów UE, które starają się dać swoim krajowym produktom przewagę konkurencyjną, na przykład poprzez narodowy znak pochodzenia. Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał jednak dopiero w październiku ubiegłego roku przełomowy wyrok, w którym surowo interpretowano wymogi dotyczące narodowego oznaczenia pochodzenia.

