Złość w Niemczech związana z procedurą naruszeniową UE z powodu nieprzestrzegania dyrektywy azotanowej UE wciąż nie maleje. Komisja Europejska nadal jest niezadowolona z kontrowersyjnych niemieckich przepisów dotyczących nawozów. Bruksela domaga się, by Niemcy ograniczyli zanieczyszczenie wód pitnych.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 2018 roku skazał Republikę Federalną za zbyt wysokie stężenia azotanów w niemieckich wodach gruntowych i wezwał do zmiany prawa nawozowego.
Komisja Europejska nie zadowala się nowelizacją niemieckiego rozporządzenia nawozowego z ubiegłego roku. Komisarz ds. środowiska Virginius Sinkevicius ponownie skarży się w liście do Berlina na niewystarczające wdrażanie dyrektywy azotanowej UE w Niemczech. To coraz bardziej zbliża potencjalną, od dawna grożącą Niemcom karę finansową w wysokości milionów euro.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 2018 roku skazał Republikę Federalną za zbyt wysokie stężenia azotanów w niemieckich wodach gruntowych i wezwał do zmiany prawa nawozowego.
Bruksela wyraźnie pokazuje, że nie akceptuje „dostosowań”, które Niemcy próbowali osiągnąć poprzez surowsze normy nawozowe (wyznaczanie „czerwonych obszarów”). Sinkevicius domaga się „uzasadnionego wytłumaczenia” dla przypadków, w których punkty pomiarowe zostały umieszczone poza wyznaczonymi obszarami o wysokim zanieczyszczeniu azotanami.
Sednem problemu jest to, że niemieckie ministerstwo twierdzi, iż za to odpowiadają landy, lecz UE przypisuje odpowiedzialność Berlinowi za sposób wdrażania przez kraj przepisów unijnych.
Niemieckie przedsiębiorstwa wodociągowe skrytykowały sposób, w jaki Niemcy nadal nie spełniają norm UE dotyczących ochrony wód pitnych. Ministerstwo niemieckie zapowiada, że chce omówić tę kwestię z Brukselą, ale wtedy wspólnie z landami.

