Jego odpłynięcie właśnie w tym tygodniu nie było podyktowane jedynie korzystnym kierunkiem wiatru i porą roku, ale także szczytem NATO, który odbędzie się w przyszłym tygodniu w Hadze. Jednym ze środków bezpieczeństwa jest to, że obszar morski przy Hadze w pasie o wymiarach dziesięć na jedenaście mil morskich został uznany za „obszar zakazany”. „Zdecydowanie chcę w tym tygodniu minąć Scheveningen, by nie zostać zatrzymanym przez Straż Przybrzeżną lub Marynarkę Wojenną” – powiedział.
W swojej niedawnej przystani w marinie w Nauerna i przy „małych” śluzach morskich w IJmuiden pożegnano byłego szefa maszynowni na okrętach marynarki H.M. Kortenaer i H.M. Piet Heyn. Jako były marynarz niemal całe życie marzył o takiej podróży żeglarskiej połączonej z wyprawą dookoła świata. Po latach służby czynnej były marynarz ostatnie lata pracował jako brygadzista w „de Hoogovens”, które obecnie wszyscy nazywają Tata Steel.
W obu rolach mógł w pełni rozwijać swoje umiejętności techniczne. „To, co widzą jego oczy i wymyślają jego myśli, mogą wykonać jego ręce” – mówili jego krewni. Dzięki temu De Vries przez ostatnie pół roku całkowicie przebudował swój katamaran na obsługę jednoosobową (one man-handle). Od obsługi wszystkich fok i żagli, po kotwice przednią i tylną – wszystko można kontrolować z kambuz, zarówno mechanicznie, jak i ręcznie.
Dodatkowo zamontował wiele technicznych gadżetów w swojej kambuzie oraz w „przestrzeni roboczej” po lewej burcie katamaranu. Pływak po prawej stronie jest jego przestrzenią mieszkalną, w której znajduje się kambuz i miejsce do życia. Pros & Cons jest dalej wyposażony we wszystkie urządzenia komunikacyjne, stałe połączenie Wi-Fi, internet, GPS i wiele innych. Dzięki temu może utrzymywać kontakt z dużą grupą holenderskich żeglarzy oraz rodziną, przyjaciółmi i byłymi współpracownikami.
W ciągu ostatnich lat De Vries dwukrotnie uczestniczył jako członek załogi na innych dużych jachtach w trudnych regatach na Morzu Północnym i Atlantyku, a także częściowo przepłynął jachtem żaglowym z obszaru Karaibów do Europy. W zeszłym roku – po długich poszukiwaniach – znalazł oceaniczny statek, którego od dawna szukał, sprzedał swój dom w Wormer i przeprowadził się do „tymczasowej” przystani w marinie Nauerna nad Kanałem Morza Północnego.
Od momentu, gdy ponad dwa lata temu mieszkaniec Zaandam przeszedł na wcześniejszą emeryturę w Tata Steel, planował i przygotowywał swoją trasę całej podróży przez Internet „od portu do portu”. Jako perfekcjonista zapisał wszystkie częstotliwości radiowe i numery telefonów wszystkich kapitanów portów, a także szpitali, holenderskich konsulów i ambasad oraz sklepów z artykułami żeglarskimi.
Oczywiście kwestie bankowe i ubezpieczenia są załatwione. Wszystkie wymagane licencje na pływanie, pozwolenia i dokumenty są nie tylko zapisane na komputerze, ale także – na papierze – przechowywane w wodoodpornym worku. Zapewnił też sobie zapasowy telefon komórkowy.
W letnich miesiącach chce skorzystać z południowego prądu zatokowego, korzystnego wiatru i prądów wodnych z zachodniego wybrzeża Afryki do rejonu Karaibów.
Planuje podczas swojej podróży dookoła świata (cztery do sześciu lat?) zrobić dziesiątki międzypostojów, nie tylko po to, by uzupełnić świeżą żywność, wodę i paliwo, ale także by „naładować się i odpocząć”. „A jeśli trafię na przyjemny port z dobrym klimatem, może zostanę tam na kilka tygodni. Nie śpieszę się” – powiedział niedawno.
De Vries spodziewa się, że za około rok dotrze do Zatoki Meksykańskiej, przy wejściu do Kanału Panamskiego. „Wtedy będę miał długą przerwę – 100 dni. Na pewno wrócę wtedy na kilka tygodni samolotem KLM, żeby zobaczyć, jak się u was sprawy mają” – przekazał rodzinie i dzieciom w grupowej aplikacji.

